• Wpisów:66
  • Średnio co: 54 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 21:16
  • Licznik odwiedzin:8 365 / 3652 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przypomniała mi historia, która opowiedziała mi moja kuzynka

Mianowicie mieszka ona na wsi (Małgosia - u której było to ognisko, które opisywałam wcześniej). Siedzieli (Małgosia, Michał, ich rodzice, dziadkowie) przy stole patrzą a do kuchni wchodzi ich jakaś ciocia, cała w ziemi, z gałązkami we włosach i przez okno było widać jeszcze brudniejszy rower.
Oni: Ciocia! Co Ci się stało? Wyglądasz jak Shrek po starciu ze smokiem?
Ciocia: Aaaa! JECHOLAM ROWERYM BEZ LOS I OBOLIŁAM SIĘ O KYMPE TROWY !!
{w wolnym tłumaczeniu: Jechałam rowerem przez las i przewróciłam się o kępę trawy ]
Wszyscy się tam pokładają ze śmiech a ciocia tylko się na nich gapi i
Tok, śmiejta się, a ja na pogotowiu bym wylunduwała!

Fajnie ona gadała Tak po wiejsku


Peace.
  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3158844: po ślązocku tez ino fajno jest :d
  • awatar ^Ekhem^ =D: Co Ty nie powies dziewusko :d Zdecydowanie wole góralski ! Hej :d
  • awatar Scallywag: a Małgosia tylko go poprawia ..poszedłem.... przyszedłem... :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Moja mama dzisiaj wraca z zielonej szkoły (za jakieś 20 min) i zadzwoniła moja babcia:
Ja: Halo?
Babcia: Halo.
Ja: Halo
[wiem, bardzo błyskotliwa rozmowa ]
Babcia: No cześć. Jest już mama?
Ja: Jeszcze nie.
Babcia: A ten palant jest, czy gdzieś poszedł?
[chodzi o "faceta" mojej mamy]
Ja: Na szczęscie go nie ma
Babcia: Może poszedł po mamę?
Ja: Myślisz, że byłby na tyle męski?
Babcia: Karolinka, nie mów tak....
[chwila zastanowienia] chyba jednak nie poszedł po mamę.
Ja: Cha cha cha
Babcia: No dobra, zadzwonię później. Może Piotrek się zgubi? (Piotrek to prawdziwe imię "palanta"
Ja: Hmm... Chyba niestety nie...

No.. Ta rozmowa trochę ilustruje to, jak z Babcią szalejemy na punkcie Piotra Nie wiem, co bym bez Niej (Babci) zrobiła


Peace.

Ps. Wy kochajcie swoje rodziny
  • awatar Scallywag: @gość#comment3160882: dlaczego? :d ja tam prawie lałam ze śmiechu jak mi to mówiłaś :d
  • awatar Gość: @Scallywag#comment3160780: błagam nie przypominaj o lekarzu i bójce;D
  • awatar Scallywag: @martynka#comment3160735: nie wstawie nietoperza :d apropos Twojej babci: "idź do lekarza! To dla Twojego dobra!!!!" :d :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Zyciowa madrość Tarno - pana od WFu:
"Na naskocznię trzeba naskoczyć...."

Też jesteście pod wrażeniem?

  • awatar ^Ekhem^ =D: Dobrze ze ja nie mam WFu >:d :d
  • awatar Gość: No nie wiem. Pan od wfu zamiast pokazywać woli szpanować :x
  • awatar Scallywag: Dziewczyny! Nie martwcie się :) Pan od WFu wszystko wam w jasny sposób wytłumaczy :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

:)

Ostatnio nie piszę, bo u siebie w domu jestem tylko przez jakieś 2 godziny dziennie Stało się tak, ponieważ moja mama wyjechała na zieloną szkołę pozostawiając mnie z tym przygłupem [czytaj: jej partnerem], dlatego kiedy moja babcia wraca z pracy to idę do niej i nocuje To się nazywa życie
Tak poza tym, to nic szczególnego się nie dzieje Nadal robię te bransoletki z muliny i nieskromie mówiąc nawet mi jakoś wychodza Nawet dzisiaj dostałam za nie... uwaga uwaga.... PLUSA z techniki Cha cha cha
No, to na tyle, postaram się pisać, ale nie obiecuje i tak nie mam zbyt wielu czytelników, wiec chyba żałoby z tego powodu nie będzie


Peace.
  • awatar ^Ekhem^ =D: @Scallywag#comment3145113: Pff :d Juz powiedziałam :d
  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3136484: no i mi nie powiedziałas na osobności xDD
  • awatar ^Ekhem^ =D: @Scallywag#comment3134432: Nie , nie szczególy, bo moze ja... Eee na osobnosci powiem co ja :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Wybywam do Zgierza do Martyny a potem prosto na działkę Wracam w niedzielę. Co prawda nie mam pojęcia, kiedy nauczę sie do tych wszystkich klasowek i kartkowek, jakie mam w przyszłym tygodniu ale co tam Najwyżej nie prześpię nocy z niedzieli na poniedziałek
Tak na marginesie; wróciłam do jednego z moich ulubionych zajęć za czasow postawówki i nauczylam się na nowo robić bransoletki z muliny W ciągu 3 dni zrobiłam cztery a dzisiaj mam w planie jeszcze dwie Nie są nawet takie złe, ale do ideału im "trochę" brakuje No ale cóż.. Nie robiłam tego od 5 lat
Dobra, to ja lecę.

Najlepszego!
 

 
Aaaa i zapomniałam jeszcze o tym drugim Ale już nie ma w oknach takich rupieci, bo widocznie kto posprzątał uff, czyli chociaż ten nie był nawiedzony

 

 
Wczoraj byłam na działce i poszłam do tej rudery zrobić zdjęcia Dla niezorientowanych pozwolę sonie przytoczyć wcześniejszy wpis

"Przyponiała mi się pewna historia
Mianowicie mam działke w Grotnikach (25km od Łodzi). W tym roku idąc z koleżanką nad staw, żeby popływać wybrałyśmy drogę inną, niż tą, którą zawsze szłyśmy. Jest to oczywiście droga leśna, bo całe Grotniki i okolice oplataja lasy Kiedy tak szłyśmy zobaczyłysmy takie jakby wgłębienie w drodze. Podeszłyśmy i zobaczyłyśmy taki jakby domek. Był wielkości może garazu, a może nawet jeszcze mniejszy. Był opuszczony i wyglądał jak z jakiegoś horroru. Powybijane okna, lekko zarwany dach i wszędzie pajęczyny. (jak w któryś weekend będę w Grotniikach, to zrobię zdjęcia i umieszczę tutaj ;]) Oczywiście razem z Martyną nie mogłyśmy normalnie jak cywilizowani ludzie stamtąd odejść, więc weszłyśmy do środka przez wybite okno. Martyna miała dodatkowy kłopot, bo zawsze chodzi na boso, a tam było pełno szkła. W środku był taki jakby przedpokój, potem wchodziło się o głównego pokoju, w którym był zarwany dach i coś z niego zwisało, a z tego pokoju wchodziło się do łazienki. Wszystko było przemoczone, drewno w połowie zeżarte przez korniki, więc musiałyśmy ostrożnie się poruszać. Co ciekawe w tym domku była szafa, w niej jedna sukienka, jakies buty i sloik ze spleśniałymi konfiturami, zostały też materace i dziecięce zabawki. W łazience było mysło i szafka, a nawet szczoeczka do zębów! i zejście do piwnicy. Było tam jakoś dziwnie.. Jakbyśy nie były tam same. Nie było zbyt przyjemnie więc po jakiś 10-15 minutach stamtąd wyszłyśmy, ale nie na drogę, którą przyszłyśmy, ale troche wgłąb tego lasu.
Jakieś 50 metrów dalej był kolejny dom, ale ten był duży, taka można nawet powiedzieć willa, trochę zniszczona. Na chwilę odetchnełyśmy z ulgą, że juz jesteśmy wśród ludzi, ale jak sie okazało euforia nie trwała zbyt długo. Dom był za siatką, zwykłą, taką jaką oddziela sie od siebie działki, tylko troche wyższą, więc nie mogłyśmy podejść blisko. Ale okna było widć dobrze. Zauważyłyśmy, że było tam właściwie wszystko! Gazety, rower, piłki, zabawki, a to wszystko zaraz za oknem. Nawet piła była! ja już normalnie kisiel w gaciach, nie wiem o co chodzi i na jakim odludziu my w ogole wylądowałyśmy. Przyspieszyłysmy trochę ale w okna gapiłyśmy się jak cielaki w malowane wrota. Patrzymny się w tą ciemność i nagle pojawiła się czyjać głowa! Sama głowa. Ja tam prawie w majty narobiłam, dziw, ze nie zaczelam się drzeć na całe gardło jak postrzelona Okazało się, ze to jakaś dziewczyna była i oczywiście miała tułów, ale widocznie musiała być ubrana w czarny golf i nie było go widać.. Zaczełyśmy biec i miałyśmy przyspieszenie niczym "Szybcy i wściekli".
W kńcu dobiegłyśmy to jakiegoś kompleksuu działek, uradowane, ze wreszcie jesteśmy z ludźmi (ja jeszcze znalazłam grzyba, więc miałam już konkretny zaciesz) i przechodzimy obok jakies działki, na której starszy pan palił liście. Szczerzylyśmy gęby jakbyśmy miały jakiegoś downa (to nie ma być obraza dla ludzi chorych) a ten facet gapi się na nas kamiennym wzrokiem i z taką miną, jakby zaraz chciał nas pociąć jak ten wariat w "Pile". Patrzymy na drugą działkę a tam chłopak, około 20 at i gapi się na nas takim samym wzrokiem. Masakra! Wbiłyśmy wzrok w ziemię, przyspieszyłyśmy kroku i jakoś wróciłyśmy na nasze działki.
Odechciało nam się już kąpieli. "

I zdjęcia:

  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3046444: a u mnie nie.. ;(
  • awatar ^Ekhem^ =D: @Scallywag#comment3046353: za duzo ludzi ode mnie z klasy wchodzi na pudelka :d
  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3046320: nie bój żaby, będzie fajnie :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (32) ›
 

 
<object width="425" height="344"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/GpwNd0I-QWk&;hl=pl&fs=1"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/GpwNd0I-QWk&;hl=pl&fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"></embed></object>
Dżon nerwowo chodził po pokoju. Wiedział, że musi wyrwać się z impasu, przerwać pętlę przeznaczenia. Wiedział, że oni wiedzą, że on wie, a on wiedział, że wie, że oni wiedzą. Chodząc nerwowo po pokoju wyznaczał geometrię swego życia. Czuł, że czeka go ostateczna rozgrywka między nim a złem, złem w postaci Grubego Majka, który zbliżał się po schodach. Majk jadł hot-doga i po tym poznał go Dżon, bo Majk ćmakał.
Odczuwał strach, dlatego się bał. Bał się, lecz jego umysł niczym wikidajło pozbywał się strachu z dyskoteki o nazwie Dźon. Myślał teraz o Kejt. Kejt to najmocniejsza karta w jego ponurej talii życia. Kejt to dama, a mocniejsza od asa. Nie miał go teraz w rękawie. W rękawach miał tylko dwie ręce. Wiedział, że zrobi z nich zaraz użytek i nastała cisza. Przeciął ją Gruby Majk pukaniem do drzwi. Już witał się z gąską o nazwie Rozpierducha.
"Mam dla ciebie specjalną przesyłkę" krzyknął Gruby Majk.
Dżon wiedział, co to za podarek. To kulka w łeb. Postanowił działać, jak coś, co bardzo dobrze działa. Kopnął ręką drzwi, za którymi stał Gruby Majk, którego jedna ręka trzymała broń, a druga hot-doga. I to właśnie ta z hot-dogiem od uderzenia w drzwi wylądowała aż po łokieć w ustach Grubego Majka. Osuwając się na ziemię zdążył jeszcze z drugiej nadać paczkę o nazwie "Kula", która mknęła właśnie poleconym w stronę Dżona. Kurier śmierci. Siewca pożogi, to priorytet, którego nie chciał odebrać. Uskoczył i zaczął uciekać, ale się zmęczył i szedł.
Wsiadł w autobus. Długi, czerwony, przegubowy. Byle przed siebie, byle do Kejt. Posiadał wszystko, lecz nie posiadał się z radości. Autobus jechał wolno, więc Dżon załatwił z kierowcą, żeby jechał szybciej. Przyłożył mu pistolet do skroni. Metalowy, zimny, tnący rzeczywistość na pół.....

  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3136498: nekaj nękaj! :d ze zdwojoną siłą (ode mnie też xD)
  • awatar ^Ekhem^ =D: @Scallywag#comment3131940: i znow go dzies widziałam :d chyba do niego napisze na youtube , bede go nekac :d
  • awatar Scallywag: @^Ekhem^ <3#comment3124850: ale pała z niego. :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
No. Ostatnio tak "trochę" zamilkłam, ale niestety musiałam sobie powtórzyć wszystko do egzaminów.. Tak więc dzisiaj była część humanistyczna. Ogólnie myślę, że poszło mi dobrze (40 pkt powinno być ). Temat przewodni to "Podróże", więc trzeba przyznać, że nie był jakiś ciężki. Podanie i rozprawkę napisałam, w pytaniach zamkniętych też jakoś sobie poradziłam (w jednym strzelałam ). W ogóle śmiesznie było, przed rozdaniem testu a nawet w trakcie cały czas mi się twarz zacieszała Jak debil z roześmianą gębą siedziałam i pisałam Oczywiście po teście obdzwoniłam wszystkich żeby podzielić się tą radosną nowiną ;]
No.. A jutro część matematyczno-przyrodnicza.. To będzie masakra, bo jak powszechnie wiadomo nie jestem umysłem ścisłym Zaraz sobie jeszcze poćwiczę wzory i inne duperele, których napewno nie zapamiętam i będę miała to z głowy


Peace.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Powiedziałam, że opiszę coś z koloni więc opisuję
W minione wakacje byłam w Zawoi (góry) na obozie konnym. (miałyśmy widok na Babią Górę *_*)
Pewnego wieczoru na polanie przy domku w którym byliśmy zakwaterowani było ognisko. Na dworzu panowała ciemność > a mi i Karolinie (Robaczek ) znudziło się siedzenie przy tym ognisku i poszłyśmy się przejść w stronę domku. Kiedy do niego dochodzilyśmy (a dokladniej na jego tyły, bo z tamtej strony było ognisko ;]) zobaczyłysmy, że ktoś siedzi w kuchni (takie do-połowy-podziemia ). Była tam Paula z mojego pokoju, Tomek, Asia i Justyna (nasze opiekunki) i pani Malikowa (gospodyni).
Nudziłyśmy się, więc postanowiłyśmy, że jakoś ich nastraszymy > Najpierw posłużyłyśmy się bardzo wyszukanym sposobem, czyli zapukłyśmy w szybę i odsunęłyśmy się od okna. Cieszyłyśmy się jak glupie a okazało się, że oni chyba nawet nie zauważyli naszego "zamachu" Podjęłysmy więc kolejną probę. W ścianie znajdował się otwór (chyba wentylacyjny - nie wiem, nie znam się na tym). Kiedy go zobaczyłyśmy uśmiechnęłyśmy się do siebie porozumiewawczo i Karolina zaczęla do tego tak jakby warczeć takim głosem jak żywe trupiaki w jakimś filmie, jakby z brzucha gadała Ledwo zaczęla, a tamci w pisk! Matko, jak oni się darli! Chyba byli by mniej przerażeni, jakby ducha zobaczyli My w śmiech, poszłyśmy za róg domku i zwijałyśmy się ze śmiechu Karolina tak się smiała, że aż w kałuży usiadła i całe spodnie miała mokre Kiedy, po jakis 5 minutach się uspokoiłyśmy znowu zakradłyśmy się do otwory i Karolina powtórzyła swój popisowy numer. Oni w pisk, jeszcze głośniej się darli niż poprzednim razem. [Jak później się dowieziałam Pani Malikowa dzwoniła do swojego syna, żeby przestał ich straszyć -> juz kiedyś nam wywinął numer, ale o tym innym razem ;]]
Nagle usłyszałyśmy, że ktoś wychodzi z tej kuchni, więc z przyspieszeniem godnym "Szybkich i wściekłych" pognałyśmy na przód domku, bo tam były krzaki, w których mogłyśmy się schować. Siedziałyśmy tam niczym żołnierze w okopach i między liściami widziałyśmy, że Justyna (opieknka) rozgląda się w poszukiwaniu "młodych przestąpców"
Po kolejnych 5 minutach podeszłyśmy do akcji ostatni raz, znowu piszczeli jak nienormalni, ale tym razem chciałyśmy od razu zwiać w krzaki, z tym, że się nie zgrałyśmy i ja pobiegłam tą stroną co zawsze, a Karolina drugą. Z duzą jak na nas prędkością zderzyłyśmy się ze sobą za tym krzakiem (tak mocno w siebie walnęłyśmy, że aż odleciałyśmy o kilka metrów od siebie i zaliczyłyśmy glebę ) i dostałyśmy takiego ataku głupawki, ze juz nawet nie kryłyśmy śmiechu i ryczałyśmy na całą ulicę
Justyna tak wyjrzała, bo myślała, ze znajdzie winowajcę i widząc nas za tym krzakami powiedziała tylko:

-Oj, dziewczyny!

Byłyśmy pewne, że zorientowała się, że to my na taki "genialny" pomysł wpadłyśmy, ale jak się później okazało nie domyśliła się tego i musiała wziąć nas po prostu za jakieś napalone, co sie w krzakach zabawiają
W końcu (po 2 dniach ) przyznałyśmy się do winy i smiechu było naprawdę dużo

Zawoja 2008


Peace.
  • awatar Scallywag: @martynkaa: NMie, ale ostatnio to właściwie mnie nie ma na kompie :d Ostatnie przygotowania do egzaminów :/
  • awatar Gość: ej no mówiłam;P kiedyś 2 razy dziennie notki a teraz już raz na pare dni;> MINIblog sie znudził ? ;D
  • awatar Scallywag: @Issabelle: Co tam mina :d lepszy mój spalony od słońca pysk :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Na początku kolejnej mojej ambitnej notki opowiem Wam o dzisiejszym jakże pasjonującym dniu.
W szkole jak zawsze dennie, na WFie się wybiegałam, ale po takim wysiłku fajnie się czuje, nie?
Dzisiaj w domu miąłam sporo do zrobienia, ale w przerwie między lekcjami i innymi obowiązkami wpadłam na pomysł, że wypróbuję nową lokówkę mamy. Jednak po 20 minutach okazało się, że byłabym kiepską fryzjerką, bo wyglądałam jak Chopin po koncercie, co widać na zdjęciu niżej ;] Za to jak jutro rano umyję włosy to już nie będzie śladu po mojej eksperymentalnej fruzurze

Dzisiaj gadałam z Igą i dałam Jej link do bloga:

Iga 19:37:11
no już skonczyłam..xD fajne..zrezstą wiesz co ja myślę o twoim pisaniu .ale o mnie nic nie piszesz

KAROLINA 19:38:37
bo się z Tobą ostatnio nie spotykam bo mnie nie lubisz
nie skomciowałaś mi bloga ((
xDD
<hahaha>

Iga 19:41:15
nie cie nie lubię!!!!no raz mi sie nie chciało..musiałabys na mnie długo czekać...nie skomentowałam bo...jak coś o mnie napiszesz to skomentuje

KAROLINA 19:43:29
ej, co nam się śmiesznego przytrafiło? to opiszę. )
bo jak na złość, kiedy coś chcę napisać to o niczym nie pamietam xD

Iga 19:446
Kari? ile tego było na koloniach? ja juz zlizyć nie moge

KAROLINA 19:467
tak , ale mówię, że jak chcę coś napisać, to wszystko mi ze łba wylatuje
i wiesz..
to musi być taka historia, którą da się jakoś zgrabnie opisać

Iga 19:47:44
jak wgniotłaś mnie w sciane...jakie miałyśmy schizy po horrorze...jak syczałam do ściany(harry potter w spódnicy) o bąkach cichych...albo pamiętasz jak straszył nas maż córki pani malikowej? ja nie pamiętam co w tedy zrobiłam...albo jak straszyłyście skaroliną kogos..

KAROLINA 19:48:51
oo, opiszę któreś z tych ;]

Iga 19:49:10
xD


Wiem, bardzo błyskoktliwa rozmowa Ale zawsze tak gadamy, żeby przez przypadek nie wyjść na zbyt mądre
No dobra, w następnym wpisie napiszę coś z kolonii


Peace.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Witam, witam ;]
Dzisiejszy dzień był super! Pomijam fakt, ze mama nadal traktuje mnie jak czubka, nie odzywa się do mnie (chyba, że chce mi przypiec ;]) i ogólnie udaje bardzo obrażoną. Pojechałam z nią i babcią na spacer do Grotnik, na działkę. Tam mialam fatalny humor, byłam na wszystko zła, etc, ale później pojechałyśmy do kuzynów na wieś (wsiowa część Zgierza ;D). Mam tam kuzynkę, Małgosie rok starszą ode mnie i kuzyna, Michała w moim wieku.
Oczywiście ich tata zgotował nam miłe przywitanie i zanim jeszcze się przywitałymy oblał nas wodą Na początku zastałam tylko Michała i takiego Kamila, bo Gosia była w stajni. Chłopaki grali na kompie, ja trochę zamulałam. Później przyszla Gosia z Adą, swoją przyjaciółką (tez w moim wieku). I wtedy się zaczeło! Byliśmy taką ekipą: ja, Małgosia, Michał, Kamil, Ada, Opyt, drugi Kamil i jeszcze jeden chłopak, ale niewyraźnie się przedstawił i zapomniałam imienia ;D W każdym razie poczuliśmy, że jest lany poniedziałek i zaczeliśmy sie lać wodą ze szlaufu Jak dzikusy nabieraliśmy wody do garnków, butelek i innych nowoczesnych przedmiotów i laliśmy się nimi. Z balkonu (M i M mieszkają w domku jenorodzinnym i mają nawet własne pole ) z miski polewał nas jeszcze ich tata. Było świetnie. Babcia M i M co minutę gadała nam, zebyśmy przestali się lać, ale my tylko potraktowaliśmy ją szlaufem i sobie poszła Dodatkowo oberwała jeszcze mama M i M, mama Opyta i Muchomor ;D Później wszystko mieliśmy mokre, nawet majty i skarpetki. To byl jeden z najlepszych Dyngusów
Poźniej jak doprowadziliśmy się do stanu używalności zaczeliśmy szykować wszystko do ogniska, które chcieliśmy rozpalić przed polem (ale tak, zeby rodzice nas z okna nie widzieli ). Porąbaliśmy drewno, kupiliśmy kiełbasy, chleb, szlugi i wódkę (ja nie paliłam ani nie piłam jak coś ). Kiedy Małgosia, Ada i Kamil pojechali do sklepu po zakupy, to ja z chłopakiami grałam w Warszawkę Nawet się nauczylam kilku trików Później zrobiliśmy drinki i przygotowalismy wszystko do jedzenia. Za stół służyła nam betoniarka a siedzieliśmy na oponach od TIRów Swojska atmosfera, jeszcze bylismy ubrani jak najgorsze wieśniaki, bo nasze "cywilne" ciuchy schły na balkonie Razem z trzema chłopakami poszłam do lasu, żeby poszukać jakiś kijów do pieczenia kiełbasek a później wracaliśmy z tymi badylami jak ludzie pierwotni po udanym polowaniu ;D
Kiedy wszystko już było przygotowane zasiedliśmy wokól ognicha i kilka osób zaczeło plić, trzy miały drinki a reszta piwo. Ja nie należałam do żadnych z nich i ze spokojem piekłam kiełbaski ;D Po kilku godzinach biesiadowania przyszedł Muchomor (brat taty M i M, pijaczyna taki) oczywiście uchlany jak nie wiem i gada:

-Kamil! Kamil! Podejdź.
KAMIL: Ale po co?
-No bo Ty masz samochód, tak? Podwieź mnie gdzieś ok? Bo 6 (autobus) odjeżdża nieługo a mnie nogi bolą i nie pójdę.

My nie chceliśmy go podwozić, bo kiedyś jak też był uchlany mial wypadek i przez rok leżał w lóżku ze stanem krytycznym.

KAMIL: Nie, nie podwiozę cie.
-Ale mnie nogi bolą sam nie pójdę.
MY: No to siedź w domu!!
- To jak ja mam pojechac?
MY: Nie jedź.
- Pojade sam, najwyżej umrę.
MY: Pospiesz się, bo ci autobus odjedzie!
-A żebyście wiedzieli ze pójdę.
MY: No to szybciej!

Później jeszcze przez 20 minut gadał nam, ze nas spali w ognisku (szczegół, że płomienie nawet nie wychodziły ponad drewno ;D) i że tego pożałujemy. potem skończyło się na tym, że Muchomor poszedł sobie gdzieś i było trzeba po niego jechać do sąsiadów ;D
Po jakimmś czasie przyszedł tata M i M i tak się na nas gapi, ( a my tam mieliśmy papierosy, alkohol, wydawało nam się co prawda, ze ukryte ale i tak stres był ) i nagle do Ady:

ON: Ada, co Ty tak chowasz pod polarem?
ADA: Nic.
ON: Czyje to papierosy?
ADA: Jakie papierosy? (ale głupa udawała )
ON: Myślisz, zę ja głupi jestem? Masz pod polarem papierosy.

Ada wyciąga te szlugi.

ADA: O!! Skąd one się tu wzieły? (AHAHAHAHA)

W tym momencie tata M i M zaczał chodzić wokól nas, zajrzał do opony na ktorej siedzieliśmy a tam pety.

ON: No mówiłem, ze palili. Skąd tu niby tyl szlugów?
MY (normalnie jak na komendę): Muchomor przyszedł i plił! (ściema rzecz jasna ;D)
ON: Ale to nie są ruskie, a Muchomor tylko takie pali.
MY: Ruskie się skonczyły.

W końcu poszedł a Małgosia i Michał tylko myśleli, nad tym, gdzie jeszcze mają te papierosy. Michał powiedział, że w kurtce miał, więc robimy jakieś podchody do domu i wykradamy jego kurtke Później Małgosia powiedziała, ze jedną paczkę miała jeszcze w biurku. To udała, że idzie po komórkę Ady (szczegół, że miała ją w kieszeni ) i jakoś udało jej sie wziąć te szlugi Normalnie "Mission Impossible" ;D
Dopiero niedawno wrociłam do domu, ale nadal z uśmiechem na ustach. Było po prostu rewelacyjnie I teksty, jakie tam wymyślaliśmy ;D Cha cha cha! Aż mi się gęba do komputera cieszy

PS. Jak, prawdopodobie juto, będę miała zdjęcia z tego to tutaj zamieszczę )

Peace.

Edit; Dominujący tekst: "Wykąpię ci matkie ;p" Cha cha cha ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Nudziło mi się, więc jakies 20 minut temu zaczęłam robić "odlew" swojego nosa w modelinie ;D Bez komentarza. Popisałam sie swoją nadprzeciętną inteligencjąi w tym celu użylam modeliny w kolorze niebieskim a teraz wyglądam jak Papa Smerf po chorobie... Super! ;D

Dzisiaj nie wydarzyło się nic ciekawego i wartego poświęcenia większej uwagi. Na śniadaniu i obiedzie u babci byłam tylko ja, mój pradziadek, mama i jej facet (przygłup) no i oczywiście babcia (wiem, to dziwne-u babci na obiedzie była babcia ;D). Co chwilę wychodziłam do drugiego pokoju, żeby nie patrzeć się na Piotrka (przygłup). Moja mama nadal się ma na mnie focha.
Czasem zachowuje się jak nastolatka przed okresem. Chyba nie wie, ze mama powinna łagodzić powstały spór a nie jeszcze bardziej go podsycać. Dzisiaj cały dzień próbowała mi czymś dokuczyć. Mam tego czasem po prostu dość.
Kurcze i znowu sie nad sobą użalam. Nie lubię tego. WOlę nie pokazywać swoich słabości innym, ale jak widać nie zawsze mi to wychodzi.
Pozwolę sobie zacytować zdania z bloga pewnej użytkowniczki Pingera:
"Zwyczajna ze mnie aktorzyca o tysiącu twarzy. Na każdej z masek uroczy, niewinny uśmiech mylący nawet najbliższych."
Jestem dokładnie taka sama. Chciałabym być kiedyś aktorką, ale dochodzę do wniosku, ze tak naprawdę już nią jestem i występuję w teatrze zwanym "Życiem".

No dobra, bo zamuliłam, a nie lubię tego.

Wczoraj jak szłam pod kościół (umówiłam się z mama i babcią, że stamtąd pojedziemy na cmentarz) o mały włos nie przejechałby mnie samochód. Pewnie nie byłaby to wielka strata dla ludzkości. Ale powiedzcie mi; kto wjeżdża w mały zakret z prędkością conajmniej 90 km/h?? Ja wiem! I nawet Wam powiem kto Otóż dwóch chłopaków w wieku około 20 lat, ogolonych na łyso w niebieskiej i różowej koszulce. Ot co! Ja spokojnie sobie szłam przed siebie z słuchawkami w uszach i nagle usłyszałam pisk opon. To była jakaś ciężarówka z wyżej opisanymi młodocianymi przestępcami. Wjechali na trawnik, zeby mnie nie przejechać i utkneli w jakimś rowie a ja z gracją wykwintnie ich zignorowałam i poszłam dalej. W końcu co miałam zrobić?

Peace.
  • awatar Scallywag: @martynka: dziękować ;] Martyna, Twoje też są czasem dla mnie pocieszeniem xd
  • awatar Gość: te Twoje byłskotliwe zachowania poprawiają mi humor:D
  • awatar Scallywag: dobrze, słowniku. A Ty o mnie coś napisałaś? :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiejszy dzień nie należał do przesadnie udanych.. Wręcz przeciwnie. Rano mama wkurzyła się na mnie o to, że nie chcę iść do kościoła poświęcić koszyk (jestem protestantką i tego nie uznaję). Szczegół, że wiedziała o tym od dawna. W pewnym momencie musiałam podrzucic babci kilka rzeczy (mieszka wieżowiec obok ;D) i kiedy wróciłam na moim biurku leżalo pudełko i mama powiedziała, "żebym wpakowała do niego wszystkie nieświęte rzeczy, bo tego zabrania MOJA RELIGIA". Oczywiście powiedziala to tak cynicznie, że aż zawrzało we mnie. Pewnie myślała, ze będę ją przepraszać. Dupa. Nie przeprosiłam jej tylko pozdejmowalam z połek wszystkie wizerunki Maryi, które podostawałam kiedys. Do kościoła, jak wcześniej wspomniałam, nie poszłam, ale pojechałam razem z nimi na cmentarz, żeby się tak nie czepiały, a mama traktowała mnie jak swojego wroga publicznego nr 1..
Szczerze mówiąc to moja mama, tak myślę, mnie nie kocha.. Ona po prostu tego nie potrafi Urodziła mnie dość wcześnie (miała 20 lat), ale i tak jeszcze wtedy właściwie do konca nie dorosła, buntowniczką była jeszcze długo. A napewno nie była gotowa na dziecko. Teraz (właściwie 3 lata temu) jeszcze doszło to, że związała się z takim przygłupem, poza którym świata nie widzi. Wiecie.. Ja dość szybko "dorosłam" tzn. właśnie przez to, co miałam w domu i szczerze mówiąc podchodzę do życia dość lekko, przestało mnie tak to wszystko obchodzić, ale jednak zostałam wychowana na osobę rodzinną i trudno mi jest, kiedy mama mnie olewa, albo robi mi wyżuty, że w ogóle jestem... Kiedyś nawet się popłakała i powiedziała :"Boże! Za jakie grzechy ja mam taką córkę?!". To naprawdę nie jest miłe, tym bardziej, że naprawdę nie zrobiłam nic, żeby dać jej powód do czegoś takiego..

No dobra, koniec użalania się nad sobą. Musiałam to po prostu z siebie wyzucic

Na poprawę humoru kolejna historia, która śmieszy prawdopodobnie tylko mnie

Mianowicie; Wracałam z Kasią ze szkoły. To był deszczowy dzień, na ulicach kałuże i jeszcze te wszystkie prace drogowe. Wsiadłyśmy w ten autobus co zwykle i zapomniałyśmy, ze od tego dnia ma zmienioną trasę. Zważając na fakt, że padało i było zimno nie za bardzo nam się chciało wracać na pieszo, więc postanowiłyśmy, że przejedziemy całą trasę. W autobusie oczywiście nie mogłymy zachowywać się jak ludzie, więc śmiałysmy się ze wszystkiego i zasłaniałyśmy (nie specjalnie) widoczność kierowcy. Pan się chyba na nas "trochę" zdenerwował, bo kiedy wysiadłyśmy, żeby przepuścić inne osoby widział, że spowrotem chcemy wsiąść, to zamknął drzwi Kasi na nodze! Kaśka wywaliła się jak długa przed tym autobusem i leżała między czerwono-żółtą śmiercią a krawężnikiem. Ja myślałam, że weszła do środka więc prawie ją depcząc (nie zauwazyłam jej xD) waliłam w szybę tego autobusu i darłam się "Kasia! Kasia! Otwórz drzwi!!!". Ona jakoś zdołała przez śmiech powiedzieć: "Karolina! Na dole". Spojrzałam a ona jak taka sierota leży w tym błocie ;D Próbowałam ją podnieść, ale ona nie mogła ustać na nogach i ledwo staneła i znowu się przewróciła tym razem na chodnik Ja zwinięta wpół ze śmiechu próbuję jej pomóc a ona śmieje się i siedzi na tym chodniku ;D Miny ludzi patrzących na tą sytuację - BEZCENNE. Wyglądałyśmy jak naćpane. Kaśka miała całą czarną dupę, ręce i twarz i żeby nie było, że zrobiłyśmy sobie za małą wiochę, do domu wróciłyśmy przez Manufaktóre (największe Centrum Handlowe w Łodzi) Cha cha Jeszcze w tym deszczu byłyśmy.. Masakra.. Oficjalna wersje:
1. Kasia goniła prosiaki
2. Kasia sprawdzała stan kanalizacji
3. Kasia spadła z krowy.
Dałabym zdjęcia z tego zajścia, ale chyba by mnie łyżką poćwiartowała wtedy ;D

No dobra, kończę, jak coś mi sięprzypomni, to napiszę

Peace.


Edit; Kasia, sorry, ale nie dodam zdjęcia naszych przemoczonych twarzy ;D To bym dla nas obu zbyt kompromitujący okres ;DD
  • awatar Scallywag: @Issabelle: dobra, ale muszę na maila je sobie przesłać, bo mam je w kompie, a na la ptoku jestem. To mi chwilę zajmmie xD
  • awatar Gość: @Scallywag: dawaj jakieś foty. To warte uwiecznienia.
  • awatar Scallywag: @Pogrążona w głupocie.: No i prawidłowo ;D Czym by było życie bez upokorzeń? xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przyponiała mi się pewna historia
Mianowicie mam działke w Grotnikach (25km od Łodzi). W tym roku idąc z koleżanką nad staw, żeby popływać wybrałyśmy drogę inną, niż tą, którą zawsze szłyśmy. Jest to oczywiście droga leśna, bo całe Grotniki i okolice oplataja lasy Kiedy tak szłyśmy zobaczyłysmy takie jakby wgłębienie w drodze. Podeszłyśmy i zobaczyłyśmy taki jakby domek. Był wielkości może garazu, a może nawet jeszcze mniejszy. Był opuszczony i wyglądał jak z jakiegoś horroru. Powybijane okna, lekko zarwany dach i wszędzie pajęczyny. (jak w któryś weekend będę w Grotniikach, to zrobię zdjęcia i umieszczę tutaj ;]) Oczywiście razem z Martyną nie mogłyśmy normalnie jak cywilizowani ludzie stamtąd odejść, więc weszłyśmy do środka przez wybite okno. Martyna miała dodatkowy kłopot, bo zawsze chodzi na boso, a tam było pełno szkła. W środku był taki jakby przedpokój, potem wchodziło się o głównego pokoju, w którym był zarwany dach i coś z niego zwisało, a z tego pokoju wchodziło się do łazienki. Wszystko było przemoczone, drewno w połowie zeżarte przez korniki, więc musiałyśmy ostrożnie się poruszać. Co ciekawe w tym domku była szafa, w niej jedna sukienka, jakies buty i sloik ze spleśniałymi konfiturami, zostały też materace i dziecięce zabawki. W łazience było mysło i szafka, a nawet szczoeczka do zębów! i zejście do piwnicy. Było tam jakoś dziwnie.. Jakbyśy nie były tam same. Nie było zbyt przyjemnie więc po jakiś 10-15 minutach stamtąd wyszłyśmy, ale nie na drogę, którą przyszłyśmy, ale troche wgłąb tego lasu.
Jakieś 50 metrów dalej był kolejny dom, ale ten był duży, taka można nawet powiedzieć willa, trochę zniszczona. Na chwilę odetchnełyśmy z ulgą, że juz jesteśmy wśród ludzi, ale jak sie okazało euforia nie trwała zbyt długo. Dom był za siatką, zwykłą, taką jaką oddziela sie od siebie działki, tylko troche wyższą, więc nie mogłyśmy podejść blisko. Ale okna było widć dobrze. Zauważyłyśmy, że było tam właściwie wszystko! Gazety, rower, piłki, zabawki, a to wszystko zaraz za oknem. Nawet piła była! ja już normalnie kisiel w gaciach, nie wiem o co chodzi i na jakim odludziu my w ogole wylądowałyśmy. Przyspieszyłysmy trochę ale w okna gapiłyśmy się jak cielaki w malowane wrota. Patrzymny się w tą ciemność i nagle pojawiła się czyjać głowa! Sama głowa. Ja tam prawie w majty narobiłam, dziw, ze nie zaczelam się drzeć na całe gardło jak postrzelona Okazało się, ze to jakaś dziewczyna była i oczywiście miała tułów, ale widocznie musiała być ubrana w czarny golf i nie było go widać.. Zaczełyśmy biec i miałyśmy przyspieszenie niczym "Szybcy i wściekli".
W kńcu dobiegłyśmy to jakiegoś kompleksuu działek, uradowane, ze wreszcie jesteśmy z ludźmi (ja jeszcze znalazłam grzyba, więc miałam już konkretny zaciesz) i przechodzimy obok jakies działki, na której starszy pan palił liście. Szczerzylyśmy gęby jakbyśmy miały jakiegoś downa (to nie ma być obraza dla ludzi chorych) a ten facet gapi się na nas kamiennym wzrokiem i z taką miną, jakby zaraz chciał nas pociąć jak ten wariat w "Pile". Patrzymy na drugą działkę a tam chłopak, około 20 at i gapi się na nas takim samym wzrokiem. Masakra! Wbiłyśmy wzrok w ziemię, przyspieszyłyśmy kroku i jakoś wróciłyśmy na nasze działki.
Odechciało nam się już kąpieli.

Dwa tygodnie później jak Kasia ( www.issabelle.pinger.pl ) przyjechała do mnie na działkę z ciekawości poszłyśmy znowu w tamto miejsce (Kasia pierwszy raz) i cala sytuacja powtórzyła się po raz kolejny..

Nadal nie wiem, dlaczego tak dziwnie było. Mieszkańców Grotnik zawsze uważałam za miłych i życzliwych. Wiem za to jedno - była to przygoda jak z jakiegoś kiepskiego horroru, ale było warto Taka nutka adrenaliny

Peace.

Ps. Jak będę miala zdjęcia tych domów to wstawię
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Wczoraj pokłóciłam się z mamą o to, że nie chce ze mną w ogóle spędzać czasu, więc chciała się poprawić i wynagrodzić mi to (szkoda tylko, że to nie będzie długotrwały efekt ), dlatego dzisiaj poszłyśmy na miasto, na obiad. Podjechałyśmy do Placu Wolności i postanowiłysmy, ze do restauracji przejdziemy Piotrkowską (główna ulica w Łodzi). Po drodze zahaczyłyśmy o sklep z ciuchami, gdzie oczywiście były wyprzedaże i ledwo się przedarłysmy do wieszaków, ale opłacało się, bo kupiłam sobie (a raczej mama mi kupiła ) bluzkę i jeszcze naszyjnik, który ma jakby imitować krawat ;] Tylko 100 razy mniejszy
Poszłyśmy dalej i zobaczyłam, że po ulicy (nie jest taka ruchliwa) chodza dwa gołębie i zaczełam je obserwować, chyba samiec i samica, bo były zaloty I usłyszałam, ze karetka jedzie na sygnale, więc rozwijała jakies 100-110 km/h i gołębie się poderwały do lotu, ale jeden nie zdążył i wyrżnął w przednią szybę karetki i nagle po całej ulicy rozsypały sie pióra. Ludzie zaczeli się śmiać a ja się na to gapiłam i zaczełam płakać jak głupia na środku Piotrkowskiej. Po prostu nie mogłam się opanować, zawsze byłam przewrażliwiona na punkcie zwierząt, ale myślałam, ze to mi mineło. Chyba jednak nie... Mama widząc moją rozpacz objeła mnie a ja jeszcze bardziej zaczełam szlochać.. Jak jakas psychiczna, a ludzie się tylko na mnie gapili.. Masakra. Ale naprawdę żal mi tego gołębia, mimo, że jego bracia i siostry srają na nas z wysokości..

W każdym razie potem poszłyśmy do tej restauracji i obżarłysmy się jak nienormalne. Myślałam, ze nie wstane od stołu i będę się toczyć do domu... Ale jakos dałam rade i dzielnie wstałam ;]
Po drodze do domu jeszcze do paru sklepów wstąpiłyśmy i nawet udało nam sie coś kupić

Jutro mama i babcia idą do kościoła poświęcić koszyk, więc jeszcze muszę pomalować jajka ;]
Samego chodzenia do kościoła i święcenia koszyka nie uznaję, więc zostaję w domu. Dziwię się tylko, że mama i babcia mi nie każą iść razem z nimi.. Ale ile ja się musiałam wycierpieć, żeby tak moglo byc... Dobrze, że się to zmienia


Peace.
  • awatar Scallywag: @Cytrynkaaa: więc jestem szczęśliwym człowiekiem :D
  • awatar Scallywag: @Issabelle: pewnie tak. Jesteś bardzo wrażliwa na wszystko =.= esz.
  • awatar Gość: ja, znając moją wrażliwość zaczęłabym się śmiać jak głupia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przypomniała mi się tegoroczna WOŚP (Wielka Orgiestra Świątecznej Pomocy ;D). Razem z Kasią zapisałyśmy się, jako wolontariuszki. Razem jeszcze z dwoma innymi koleżankami - Justyną i Hanią chodziłyśmy po okolicach Manufaktury i rozdawałyśmy serduszka. Zaczęłyśmy około 10 a skonczyłyśmy po 20.
W dzień było dobrze Razem z dziewczynami się śmiałyśmy, a ja i Kasia jak zawsze robiłyśmy sobie wioche Normalka. Ale do czego zmierzam.
Już po światełku do nieba, czyli kilka minut po 20 zadzwoniła mama Kasi i zaproponowała, że nas podwezie do domu, żebyśmy po ciemnicy nie latały obklejone serduszkami jak dzikie. Umówiła się z nami po drugiej stronie Manufaktury, czyli jakiś kilometr dalej ;D (szczerze mówiąc podobną drogę przebyłybyśmy idąc pieszo do domu, ale wtedy nie byłoby tak śmiesznie ;D) Razem z puszkmi, które następnego dnia mialyśmy oddać w szkole, udałyśmy się w strone umówionego miejsca Musiałyśmy iść taka ścieżką, że po prawej stronie było wzniesienie przez cały ten odcinek, a po lewej były zaparkowane tiry, więc dla nas było mniej więcej pół metra szerokości ;D
Pomijam fakt, że jak takie przygłupy wybrałyśmy tą "drogę" bo mogłyśmy iść normalną trasą ;D
Tak więc ja chciałam podbiec na tą górkę, bo na jej sszczycie był chodnik, którym mogłyśmy spokojnie przejść. Mi udało się tam wdrapać, ale Kasia ze śmiech utkneła w połowie i kiedy próbowałam ją wciągnąć na górę, sama zleciałam spowrotem na dół. Tak więc postanowilysmy iść tym "wąwozem". Chcąc się zemścić i urozmaicić wędrówkę wpadłam na pomysł, aby wywalić Kasię, i kiedy już chcialam wprowadzić w życie swój niecny plan, jakoś dziwnie postawiłam nogę, i sama wyrżnełam w ten śnieg (był po kolana, więc prawie cala się w nim zanurzyłam ). Kasia oczywiście jak zawsze śmiala sie z mojego nieszczęścia zamiast mi pomóc
Taka sytuacja powtórzyła się jeszcze 3 razy, więc po jakiś 3 minutach wyglądalam jak bałwan śnieżny ;D W końcu postanowiłyśmy wspiąc się na górkę ponownie i przejść na chodnik, ale nie udawało nam się wejść, bo chichrałyśmy sie jak fredki. W końcu jakiś pan się nad nami zlitował, kiedy zobaczył, jak dwie sieroty próbują wspiąć się na górkę o wysokości 3 metrów Podał nam ręce i pomógł wczłapać się na górę. Dał nam nawet po 5 złotych do puszek Właśnie wtedy zobaczyłam, że moja puszka jest totalnie zmasakrowana! Wiglądala jak wkładka Discrit (poczujesz, że nie czujesz) Widząc to dostałyśmy konkretnego ataku śmiechu. Byłyśmy już spóźnione, więc szybko pospieszyłyśmy w stronę auta, ale co chwilę ktoś nas zaczepiał, żeby wrzucić do puszki. Jeden facet jak przekodził obok nas z żoną to spojrzał na mnie tak dziwnie i powiedzial do żony: "Patrz! Dalmatyńczyk!!" Cha cha ;D Ale miło się wtedy poczułam Ale właściwie to była prawda Ubrana byłam na czarno i ten śnieg Rozdawałyśmy ludziom po 10 serduszek, bo już nie chcialo nam się ich liczyc ;D Mieli farta
Ale to był naprawdę udany dzień Więcej takich!


Peace.
  • awatar Scallywag: @Issabelle: tak, to były czasy :) wtedy bylyśmy piękne i młode... Teraz jesteśmy tylko piękne ..... Żartuję ;]
  • awatar Gość: łomatko... było genialnie wtedy :D nie zapomnę twojej zaciekłości w próbie przewrócenia mnie, albo "Kaśka, no co ty nie możesz wejść pod taką niską górkę?!" :*
  • awatar Scallywag: @wisienkaa: prawda, że pasjonujace? :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiejszy dzień zaczął się fa-tal-nie! Mama zaczeła mnie budzić o godzinie 6:57, jednak ja ze swoją buntowniczą naturą postanowiłam, że nie dam się tak łatwo zwlec z łóżka i będę walczyć niczym Napoleon, dlatego wytargowałam 10 minut ;D Wiem, popisałam się ;]
Następnie mama przy śniadaniu cały czas mi truła, co mam zrobić, co wkurzyło mnie już maksymalnie i stałam sie niezbyt miła dla świata (czytaj: miałam minę, jakby ktoś mi wsadził kij w dupe i caly czas coś odburkiwałam). Kiedy mama mówiła mi co mam zrobić ja (nie wiem nawet jakim cudem) zasnełam z głową opartą o stół;D Oto, co miałam wykonać:
1. Pozdejmować wszystko z parapetu i okolic, żeby moja mama miała dostęp do okna
2. Pójść do sklepu
3. Pójść na pocztę zapłacić rachunek
4. Posprzątać w pokoju i wytrzeć z kurzu wszystkie przedmioty, które niewiele wcześniej zdjęłam
5. Pójść na szczepienia
Niby nie tak dużo, ale jednak z moim genialnym humorem nie miałam na to zbyt wielkiej ochoty.
O 14 umówiłam się z przyjaciółką w Manufakturze (CH). Wzięłam jeszcze ze soba Kasię
Żeby dojśc do Manufaktury i nie iśc tam 30 minut, tylko 8, muszę przejść przez taką polanke zwaną "Psim Polem". Nawet fajne miejsce, obok komendy policji (szczegół, ze właśnie w tym rejonie jest najwięcej mordertw i bijatyk) ;D Panie (panowie tez ;]) przychodzą tam(nie na komendę, tylko na polanę ;D) na spacer z psami albo dziećmi, jest placyk zabaw, niektórzy ludzie idą aby się położyć gdzieś wśród miliona kup i poopalać oddychając "świeżym" powietrzem... Po prostu taka polanka ;]
Szczerze mówiąc miałam nie maly zaciesz idąc tamtą drogą Lubię się patrzeć na innych ludzi, na to jak spędzają wolny czas, jak się uśmiechają, bawią. To taki balsam dla duszy. Szkoda, że niektórzy nie umieją docenić takich małych rzeczy, bo tak naprawdę to one tworzą świat pieknym. Powinniśmy się skupić na tym, a nie na jego ewentualnych niedoskonałościach. W końcu nic nie jest idealne, prawda?
No więc tak sobie szlam tą polaną, podziwiając krajobraz i już byłam przy Manufakturze, kiedy Martyna mi napisała, że się spóźni godzinę (dojeżdża ze Zgierza). Kasia miała dojść później, bo musiala jeszcze dokończyć obowiązki domowe, więc postanowiłam, że po nią pójdę i spotkamy się jakoś na trasie. Okazało sie, że właściwie doszłam prawie do samego jej domu, takie miala przyspieszenie ;D (Kasia - )
Czekając na Martynę porobiłyśmy sobie zdjęcia, a że skończyły się nam pomysły na ciekawe ujęcia, to zaczełam sobie robić zdjęcia "od dołu" mojej twarzy i mój nos wyszedł jak miotła Baby Jagi ;D Już z Martyną weszłyśmy do srodka i jako pierwsze zaliczyłyśmy KFC ;D Taka tradycja ;D Chwilę pochodziłyśmy po sklepach i znowu jakimś dziwnym trafem znalazłymy się w KFC Nie wiem jak to się mogło stać.. Kaśka dostała takiej głupawki, że mało z krzesła nie spadła, a mi się oczywiście udzieliło i obie wyglądałyśmy, jakbyśmy się czegoś naćpały, czyli właściwie nie było widać większej różnicy
Ogólnie ten "wypad" byl udany Dużo się smiałyśmy, gadałyśmy i śmiałyśmy.
Wcześniej kupiłyśmy sobie "wielką dolewkę" w KFC i Kasia lodem zapełnila 3/4 kubka, więc jak już wypiłyśmy Pepsi (Light ) to została jeszcze tona lodu, którą ja, jako wieszak nr 1 musiałam nieść. W jednym ze sklepow odkryłam "fajną" zabawę, czyli pukanie palcem w spód od picia, aż w pewnym momencie przedziurawiło sie i wpakowałam do środka całego palucha ;D Bez skojarzeń. Oczywiście zamiast go tam zostawić i znaleźć jakiś kosz, inteligentnie go wyjełam i połowa zawartoci wylądowała na mnie ;D Kasia i Martyna zamiast mi pomóc, to prawie się zlały ze śmiechu przy kasie, a ja sprintem do jakiegoś kosza ;D Ale w końcu cała akcja zakonczyła się sukcesem
No, to zanudziłam was historią mojego życia Jeśli ktoś dotrwał do końca tej niezwykle pasjonującej notki, to gratuluję



Peace.
  • awatar Scallywag: @Issabelle: jakoś mi pomóc ;D
  • awatar Gość: no a co miałyśmy robić, mistrzu?
  • awatar Scallywag: @wisienkaa: Tak, twoja ignorancja mnie dowartościowala ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

:))

Okashi podzieliła się ze światem wizerunkiem swojego kota, więc ja nie będę gorsza ;D i dam zdjęcie swojej swinki morskiej - Miśki

Z racji, że nie posiadam innych zdjęć Miśki, zostanie dodane takie, gdzie jest pod bluzką Kasi. Od razu uprzedzam, że Kasia nie jest zoofilką Bez obaw
  • awatar Gość: nic mi nie można udowodnić. Czekam na coś nowego.
  • awatar Japońska Polka ;o: Wiem i nie wiedziałam dlaczego.:/ Ale na szczęscie teraz jest dobrze. :d
  • awatar Japońska Polka ;o: No ja nie mogę, ten filmik mnie podnieca. ;DD Joke XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Czas na kolejną, niezwykle przejmującą notkę

Moja mama i jej chłopak (;/) niedawno wrócili z zakupów. No i ja oczywiście musiałam to rozpakować ;D
W pewnym momencie wyiągam z firmowej reklamówki REALA jakiś pojemnik, na początku myślałam że to są lody, więc już miałam kurwiki szczęścia w oczach, ale jakie było moje rozczarowanie, kiedy przeczytałam, że to "tłuszcz do smarowania kanapek". Co ciekawe, w tym "TŁUSZCZU do smarowania kanapek" jest tylko 20% tłuszczu... Nie wiem, czy ja jestem jakas niedorobiona, że tego nie rozumiem, czy to naprawdę nie jest logiczne? ;D Wiem za to, że tego nie ruszę... Jakos nie brzmi to dla mnie nadzwyczaj kusząco i apetycznie..
  • awatar Cheshire Cat: http://stores.shop.ebay.com/torico0728__W0QQ_armrsZ1 u tego sprzedawcy znajdziesz zegarek - i złoty i srebrny :)
  • awatar Scallywag: @Cheshire Cat: wiem, wiem ;)) Sytacja normalnie jak z Archiwum X :x
  • awatar Cheshire Cat: @Scallywag: dla mnie tez to niepojete jest, zarcik tylko rzuciłam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Witam wszytkich
Od pewnego czasu (myślę, że jakiegoś roku ;D) przeglądam sobie pingera i czytam miniblogi innych, co więcej; powiem nawet, że sprawia mi to niezłą frajdę ;D Chciałam już kilka razy tu coś napisać, ale po bardzo długich namysłach, trwających przeciętnie 5 minut, doszłam do wniosku, ze nie wiem co... Co prawda, to się nie zmieniło, ale pomyślałam, ze wezmę sie w garść, wyluzuję poślady i coś napisze

Moze najpierw coś o mnie Karolina mam na imię i uczęszczam do jednego z łódzkich gimnazjów (dobrze napisałam? ;D), dokładnie do ostatniej klasy.
Wątpię, że kogoś to szczególnie interesuje =.=
Jeśli chodzi o moję osobę, to często słyszę, że jestem oryginalna.. Hmm.. Ja osobiście tak nie myślę i buntuje się jak dziki osioł, kiedy ktoś mi to mówi, bo uważam, że tak naprawde ludzi oryginalnych na świecie jest może kilku. Ja napewno do nich nie należe. Kiedy czytam wpisy na niektórych beznadziejnych portalach spolecznościowych, (typu fotka.pl i nasza-klasa, na których oczywiście mam założony profil), gdzie opisują się własnie słowami "Jestem inna niż wszyscy", to aż mnie krew zalewa.
Poza tym na codzień posługuje się sarkazmem, ironią i nutką cynizmu (a wlaściwie, to całą symfonią). Jestem szczera, czaami nawet chyba za bardzo...

Jestem też chrześcijanką. Wiem, prawdopodobnie teraz zostanę zlinczowana, albo zamkniecie mojego minibloga. Ale spokojnie, właśnie tym blogiem chcę pokazać, że tak naprawdę ludzie wierzący, to nie są osoby, które są sztywne, cały czas się modlą i nie mają ciekawego życia. Wręcz przeciwnie Każdy wierzący, jakiego znam jest bardzo spontaniczny, więc jeśli się z nimi spotykam, to nie wiem, czy zaraz przez przypadek nie wyląduję gdzieś w samochodzie kolegi, który jedzie do Wrocławia, co niedawno się zdarzyło ;D
No, więc jeśli zupełnie mnie jeszcze nie przekreśliliście, to mam nadzieję, że miło się będzie czytało bloga

PS: Przypomniała mi się sytuacja z Kasią (koleżanką z ławki - zdj, niżej ) w szkole na historii.. Kasia coś rysowała, ja się tk dziwnie patrze na tą jej kartkę, musiałam mieć twarz skrzywioną niczym ta obrzygana dziewczynka z 'The Ring", bo Kaśka się na mnie spojrzała i zrobiła pytającą minę.
JA; Dlaczego rysujesz waginę na historii?
ONA; To nie jest wagina, tylko czarnoksiężnik!!

Ja myślałam, że zaraz tam zlecę z krzesła i pierdykne w kalendarz ze smiechu.

ONA; Jesteś taka cyniczna jak.... jak...
JA: Jak zgraja posłów postulujących,aby wyrok był dożywotni?
ONA: Tak.

W tym momencie zaczełam się śmiać jak głupia, ale ten "czarnoksiężnik" naprawdę jak pi**a wyglądał ;D Później podeszła pani, jej spojrzenie, kiedy zobaczyła "Czarnoksiężnika" - BEZCENNE ;D

No dobra, bo się troche rozpisałam
O!! Już wiem, o czym będę pisała ;D Oczywiście o sobie <skromny>, ale poza tym będę umieszczała jakies smieszne zdarzenia etc. ze szkoły i okolic

PS2. Mam nadzieję, że moje usta w avatarze nie odstraszają ;DD Jak znajdę jakieś inne zdjęcie, to zmienię

Peace.

  • awatar Scallywag: @daav: dziekuję bardzo :):*
  • awatar Scallywag: @gość: sie wie xDD a wytłumaczysz mi moze, dlaczego rysowałaś wagine? xDD
  • awatar Gość: jakie wary xD -Kasia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›